Archiwum 02 lutego 2007


lut 02 2007 grając...
Komentarze: 6

Mróże oczy...a wiadomo co to znaczy. Dobrze mi. Własnie skonczyłam rozmawiac z M. Wczoraj zainspirował mnie, a właściwie dał poczatek mojej własnej twórczości - napisałam wiersz i to właśnie do M. w nim pisałam. Dziwne, ale nawet nie będe próbować tego zrozumieć. Zresztą wczoraj mineło i jest dzis. Gralismy w 'dokończ zdanie'. Uiwlbiam tego typu zabawy, a raczej taką forme rozmowy i pozanwania drugiej osoby. A zdanie byly różne - począwszy od wyboru jednego zmysłu gdyby można było wybrać tylko jeden, przez przyznanie własnej pokojowej nagrody nobla dla kogoś i za coś, kończywszy na tym co ktoś by zrobił, gdyby dowiedział sie że jest śmiertelnie chory i że został mu miesiąc życia. Pytań, a właściwie zdań było wiele, tak jak i wiele czasami zaskakujacych odpowiedzi. O dziwo żadne z nas nie chciało byc ptakiem, pytane o zwierze, którym chciałoby być gdyby mogło... Namiastka tego, że niby nie jestesmy banalni. I nikt nie zapytał o to, co kto by wzioł na bezludna wyspe, a ni o ideał meżczyzny czy kobiety... Myśle, ze to akurat dobrze o nas świadczy :D I to nie jest love story, choć nie powiem w pewnym momencie przeszedł mnie dreszcz. M. zapytany o to co by zrobił jakby było chory, na końcu powiedział, przyjechałbym do Ciebie i Cie pocałował' - nie skomentowałam tego, sama nie wiem dlaczego. moze ze strachu, może żeby nie psuc relacji, moze dlatego, ze lepiej nam kiedy pewne rzeczy są niedopowiedziane i możemy sie ich tylko domyślac. Tak, czasami flirtuje z nim, ale nie chce niczego wiecej. Myśle, ze on tez nie. I tak cholernie sie ciesze, ze istnieje ta para błękitnych oczu... Cały czas sei mróże, niesamowite... Może lepiej pójde spać. Pewnie coś ładnego mi sie dzisiaj przyśni... Dobranoc...

her-soul : :